W wielu przewodnikach możemy przeczytać, że Bolonia to typowe miasto na jeden dzień. Prawdziwą frajdę ze zwiedzania daje dopiero dłuższy pobyt, podczas którego odkryjemy nie tylko zabytki, ale też murale, graffiti i street art, z którego Bolonia słynie we Włoszech.
Miłość od drugiego wejrzenia
W pierwszym kontakcie Bolonia może wydawać się nieco nieprzystępna. Żyje swoim życiem. Nie jest typowo turystycznym punktem na mapie Włoch. Wielu traktuje ją jedynie jako bazę wypadową. Stąd jest blisko do Florencji, Wenecji i Padwy. I sam chciałem postąpić podobnie.
Wybrałem się do Bolonii, bo były tanie loty. Od znajomych nie słyszałem zbyt wiele o tym mieście. Ale okazało się, że odkryłem fantastyczne miejsce, w którym nie sposób się nudzić. Wystarczy otworzyć się na nie i zająć się czymś więcej, niż nagrywaniem kolejnej instagramowej rolki z widokiem na Canale delle Moline – bo miłośnicy alternatywnego zwiedzania będą mieli tu co do roboty.

Bolonia jest na wskroś włoska. Jest przepełniona energią, młodzieńczym buntem i radością. Dzielnica uniwersytecka tętni życiem przez cały dzień. Studenci rozlewają się po mieście, okupują bary i restauracje. Tańczą w parku Giardini Margherita i na ulicach – tak świętują zdane egzaminy. Po całym mieście rozwieszają swoje kompromitujące zdjęcia. Podpisują je swoimi imionami i tytułami naukowymi, które zdobyli.
Jest tu sporo zabytków i atrakcji turystycznych, chociażby Garisenda i Asinella, dwie krzywe wieże z początku dwunastego wieku, jednak proporcja między lokalsami a przyjezdnymi zdaje się być niezachwiana. Miasto jest autentyczne. Tłumy turystów i melexy nie przysłaniają zwykłego życia. Miejscowi spotykają się przed kamienicami, plotkują, palą i piją wino. Pędzą do pracy na skuterach, a z samego rana odwiedzają mercato, gdzie kupują lokalne sery i warzywa.

Czerwone miasto
Bolonię można określić trzema słowami – la dotta, la grassa, la rossa. La dotta, czyli uczona, bo tutaj powstał jeden z najstarszych uniwersytetów na świecie i zjeżdżają się studenci z całego świata. La grassa, czyli tłusta, gruba, bogata. W średniowieczu to słowo miało bardzo pozytywne znaczenie, gdyż oznaczało dostatek. Dziś wielu Włochów powie, że najlepsza kuchnia włoska jest właśnie w Bolonii.
Po trzecie – la rossa. Czerwona od cegieł, z których została zbudowana; od soczyście czerwonych dachów, widocznych z tarasów bazyliki lub pobliskiego wzgórza. Ale też ze względów politycznych. Region Emilia-Romania był historyczną ostoją Włoskiej Partii Komunistycznej, która prowadziła antyfaszystowskie działania podczas wojny. Do dziś wielu mieszkańców ma bardziej liberalne, często lewicowe poglądy, co zresztą widać na ulicach.
Mieszkańcy przejawiają też antyklerykalną postawę. W 2022 roku, wśród bożonarodzeniowych ozdób, na ulicach Bolonii znalazły się łańcuchy z fragmentami Imagine, kultowego utworu Johny’ego Lennona. Wyobraź sobie, że nie ma nieba; nie ma też religii – to między innymi te słowa wywołały gniew Papieskiej Akademii Teologicznej, która uznała działania za typową prowokację.

Street art w Bolonii
W samym centrum Bolonii jest około czterdziestu kilometrów arkadowych korytarzy. Podcienie zapewniają latem ochronę przez prażącym włoskim słońcem. Z dworca można przejść do głównego placu, praktycznie nie oglądając nieba. Warto jednak zboczyć z tras, które wyznaczają niekończące się arkady – to w niepozornych wąskich uliczkach zawsze dzieje się najwięcej.
Mało kto odwiedza Bolonię z myślą o street arcie, jednak już w samym centrum miasta natrafimy na liczne graffiti, kolorowe anarchistyczne plakaty, wlepki i murale. Na wielu budynkach znajdziemy tagi i napisy na murach. Podobno jeszcze kilka lat temu było ich więcej, ale nowy burmistrz wprowadził surowsze kary, a wiele kamienic zostało odnowionych.
Wiadomo, że wygląd ulic potrafi zmienić się z dnia na dzień. Jest jednak kilka miejsc, w których intensywność sztuki zachwyci każdego poszukiwacza street artu. To chociażby okolica dawnych koszar wojskowych – Ex Caserma Sani, tyły dworca kolejowego i bezpośrednie sąsiedztwo przestrzeni eventowo-artystycznej DumBO.

Nie możesz pominąć Piazza Giuseppe Verd, czyli placu znajdującego się w okolicy Uniwersytetu Bolońskiego, a także kilku wyjątkowych ulic: Via Emilio Zago, Via del Pratello, Via San Felice, Via del Lavoro. No i mojej ulubionej – Via Orfeo – przy której znajduje się poruszający mural Nemo’s.
Jak to na południu Europy bywa, miasto zyskuje zupełnie inny charakter po zmroku. Gdy większość sklepów i punktów usługowych jest już zamkniętych, możemy zabrać się za podziwianie sztuki ulicznej, która pokrywa rolety antywłamaniowe. Jedne graffiti zachwycają, inne są typowymi reklamami, projektami stworzonymi na zamówienie.

Boloński street art uważany jest za jeden z ciekawszych w całych Włoszech, a na pewno zajmuje ważne miejsce w krajobrazie miejskim. Ożywia przestrzeń publiczną i daje pole do wyrażenia siebie młodym, nie tylko studentom. Sztuka uliczna w Bolonii pełni rolę społecznego kompasu. Pozwala lepiej zrozumieć miasto. To również stąd pochodzi jeden z najbardziej uznanych streetartowców – Blu – którego prace są zazwyczaj formą politycznego komentarza.