Plakaciary tworzą feministyczny street art i walczą o prawa kobiet. Pod osłoną nocy wychodzą na ulice polskich miast i wyklejają osobiste hasła. Wiedzą, że ich działania nie są legalne, jednak ryzyko otrzymania mandatu jest niczym w porównaniu ze strachem i krzywdą, jaka spotyka ofiary przemocy patriarchalnej.
Kim są Plakaciary
To samoorganizujący się i – jak podkreślają – apolityczny ruch, którego działania skupiają się na rozklejaniu haseł opisujących przemoc wobec kobiet. W ten sposób sięgają po władzę w przestrzeni publicznej. Edukują i pokazują, że problem istnieje tuż za rogiem.

Zdecydowały się na odręcznie malowane plakaty. Czarno na białym. Są bardzo charakterystyczne i dobrze widoczne – każda litera zajmuje jedną kartkę A4. By je stworzyć, nie potrzeba ani specjalnych umiejętności plastycznych, ani dużych nakładów finansowych.
Sprzeciwiają się estetyzacji przemocy w mediach. Chcą mówić o niej wprost, bez zbędnych eufemizmów i usprawiedliwiania oprawców, dlatego hasła na plakatach są krótkie, mocne i często osobiste: Winny jest zawsze gwałciciel, Milczenie może być krzykiem o pomoc, Przemocowi mężczyźni – spadówa.
To też wyjątkowo efemeryczna forma protestu. Choć plakaty są zazwyczaj klejone na zaniedbanych budynkach, ogrodzeniach, miejscach niczyich – by działanie miało jak najmniej wspólnego z wandalizmem – i tak są przerabiane, zamalowywane, zrywane.

W ostatnich tygodniach na ulicach polskich miast pojawiło się sporo nowych haseł. Brak reakcji na czyjąś krzywdę czyni cię winnym – głosiło jedno z nich. Większość plakatów nawiązywała do historii Lizy, dziewczyny, która została brutalnie pobita i zgwałcona w centrum Warszawy. Choć lekarze walczyli o jej życie, kilka dni później zmarła w szpitalu.
Collages Féminicides we Francji
We wrześniu 2019 roku plakatowanie zapoczątkowała była działaczka Femenu, czyli nieformalnej organizacji, której głównym celem jest ochrona praw kobiet i walka z patriarchatem. Marguerite Stern zaczęła wyklejać na murach Marsylii historie kobiet zamordowanych przez swoich partnerów. Nie operowała ogólnymi hasłami. Pokazywała nazwiska ofiar i ich oprawców. Tworzyła miejsca pamięci.
Po lokalnym sukcesie Stern powtórzyła akcję w Paryżu, tym razem z czterdziestoma innymi kobietami. W ciągu jednej nocy wspólnie rozkleiły kilkaset haseł, a sama akcja stała się wiralem w mediach społecznościowych. Narodził się ruch Collages Féminicides.
Aktywistki nadal alarmowały w sprawie kobietobójstwa i przemocy w małżeństwie, tym bardziej że w 2020 roku lockdown uwydatnił problem przemocy domowej. Z czasem na plakatach zaczęły pojawiać się hasła odnoszące się do innych problemów i aktualnych wydarzeń, takich jak dyskryminacja osób LGBT, nierówności społeczne, wojna w Ukrainie, atak Izraela na Palestynę.

Lokalne grupy Plakaciar zaczęły działać w kilkudziesięciu krajach na całym świecie. Inicjatywę z Francji przeniosła do Polski pani Karolina, która przyjechała na święta do Wrocławia. W swoim rodzinnym mieście zaczęła wyklejać pierwsze plakaty. Początkowo sama, z czasem dołączyły do niej inne kobiety.
Jak dołączyć do Plakaciar
Każdy ma prawo rozklejać hasła, jeśli tylko doświadcza przemocy i dyskryminacji lub chce się im sprzeciwić. Plakatowanie jest narzędziem walki dostępnym dla wszystkich. Nie potrzeba więc oficjalnej zgody.
Na zestaw startowy składają się: kartki papieru, pędzel, farba, klej i oczywiście przygotowane wcześniej hasła. Wyklejać można samodzielnie. Można też zgadać się z innymi, chociażby na Facebooku, gdzie funkcjonują lokalne grupy Plakaciar.

Choć plakatować mogą również mężczyźni, nie są jednak wpuszczani do wspomnianych grup. Przestrzenie te mają ułatwiać umawianie się na wspólne akcje, ale przede wszystkim są bezpiecznymi przystaniami dla kobiet, wolnymi od przemocy i niestosownych komentarzy.
Źródła: (1) France TV, Collages Féminicides: l’espace public pour dénonce, 2021, (2) patronite.pl/plakaciary