W obliczu rosnącej liczby turystów, kolejne regiony Włoch podejmują próby kontrolowania napływu przyjezdnych, wprowadzając limity i opłaty. Ale czy kilka dodatkowych euro może zniechęcić turystów, którzy zechcą wpaść do Wenecji na jeden dzień, by zrobić sobie selfie na jednym z czterystu mostów?
Wenecja a problem overtourismu
Overtourism, czyli nadmierna turystyka, to problem globalny. Na chwilę zapomnieliśmy o nim podczas pandemii, gdy ruch turystyczny został znacząco ograniczony. Mieszkańcy takich miast jak Rzym, Londyn, Paryż czy Kraków mogli odetchnąć. Po zniesieniu lockdownu, gdy świat zaczął się na nowo otwierać, problem powrócił – i to ze zdwojoną siłą.

Z drugiej strony, organizacje zajmujące się badaniem trendów turystycznych wskazują, że coraz rzadziej chcemy podróżować w tłumie – tam, gdzie wszyscy. Częściej decydujemy się na alternatywne zwiedzanie miast. Chętniej podróżujemy w miejsca mniej znane, które do tej pory nie kojarzyły się z wypoczynkiem.
Są jednak miasta, które większość z nas chciałaby zobaczyć choć raz w swoim życiu i spędzić w nich przynajmniej kilka godzin. Przekonać się na własne oczy, jak jest na miejscu i – mówiąc wprost – zaliczyć najważniejsze atrakcje.
Wenecję odwiedziłem podczas dwutygodniowej podróży po regionie Emilia-Romania. Zobaczyłem gondolierów, mosty, turystów, wąskie uliczki, śmieci, turystów, piękne zabytki i pracę Banksy’ego, którą kilka lat temu stworzył na fasadzie Palazzo San Pantalon. I wiem, że już tam nie wrócę.
Turyści wypierają mieszkańców
Wenecja ma ponad 250 tysięcy mieszkańców, ale większość z nich mieszka na stałym lądzie. Historyczne centrum, które odwiedza nawet 20 milionów turystów rocznie, zamieszkuje jedynie 50 tysięcy osób, a liczba ta stale spada. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat nadmierna turystyka doprowadziła do wyparcia aż 72 procent Wenecjan na tereny peryferyjne.

Problem dostrzegło także UNESCO. Choć Wenecja znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa od 1987 roku (określono ją wtedy jako arcydzieło sztuki, które symbolizuje zwycięską walkę człowieka z niesprzyjającymi warunkami), od kilku lat organizacja zastanawia się nad wpisaniem jej na listę obiektów zagrożonych.
Postępujące przekształcanie przestrzeni miejskiej w typową bazę noclegową dla turystów niszczy społeczną, historyczną i kulturową tożsamość Wenecji. Eksperci ostrzegają przed nieodwracalnymi zmianami spowodowanymi nadmierną aktywnością budowlaną i napływem turystów, którzy wręcz zalewają miasto, wysiadając z kolejnych pociągów i ogromnych statków wycieczkowych.
Dodatkowa opłata za wstęp do Wenecji
W połowie lipca zakończył się testowy program, w ramach którego od jednodniowych turystów pobierano opłatę za wstęp do historycznego centrum miasta. Wynosiła 5 euro. Dzięki temu do lokalnego budżetu w ciągu kilku miesięcy wpłynęło dodatkowe 2,5 miliona euro. Mówi się, że od przyszłego roku opłata ma zostać wprowadzona na stałe.
Jednak to rozwiązanie nie ograniczyło liczby turystów. Względem ubiegłego roku, ta była jeszcze wyższa. Bo powiedzmy sobie wprost – czy dla osoby, która podróżuje po Włoszech, wydanie kilku dodatkowych euro będzie stanowiło większy problem? W Wenecji za najtańszą pizzę zapłacimy 12 euro, dobowy bilet na tramwaj wodny kosztuje 25 euro, a trzydziestominutowy rejs gondolą to wydatek rzędu 110 euro.

Według sondaży, aż 89 procent mieszkańców sprzeciwia się nowemu sposobowi ograniczania liczby przyjezdnych. Uważają, że lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie limitów dziennych – na przykład do 50 tysięcy turystów. Obecnie wąskimi uliczkami Wenecji każdego dnia spaceruje nawet 100 tysięcy osób, co negatywnie wpływa na jakość życia jego mieszkańców.
Źródła: (1) cnbc.com/2024/04/28/in-disney-fication-of-venice-world-hits-its-overtourism-tipping-point (2) fakty.tvn24.pl/fakty-o-swiecie/turystyka-w-wenecji-wyparla-72-procent-mieszkancow-na-obrzeza-miasto-wprowadza-kolejne-ograniczenia