To jest… nie wiem, ukryte cudo? Żeby przypadkiem ktoś się nie rozpędził i nie zechciał tegoż cudeńka oglądać w weekend, bo dziedziniec zamknięty! Dzieło mistrza strzeżone, bramy zaryglowane – nowy mural w Sochaczewie skomentowała niejaka Ania.
Silence Is Healthy II
W ramach kolejnej odsłony Sochaczew jak malowany, do miasta został zaproszony Sepe – Michał Wręga, artysta, który od blisko 30 lat związany jest z malarstwem, graffiti i street artem.
Za inicjatywą stoi niezależna grupa, która od lat – pod nazwą Otwarty Sochaczew – wspiera lokalne działania społeczne i kulturalne. Porusza tematy związane z aktywnością obywatelską, równością i ekologią. Wierzy, że zmieniając najbliższe otoczenie, może realnie wpłynąć na świat. Z kolei poprzez działania ze streetartowcami i twórcami murali, jej członkowie chcą urozmaicić przestrzeń miejską i podnieść walory turystyczne Sochaczewa.

Sęk w tym, że mural Silence Is Healthy II powstał na podwórku, które nie jest ogólnodostępne. W dni robocze na dziedziniec przy Narutowicza 6 można wejść między 8:00 a 18:00, w soboty tylko do 14:00, a w niedziele… można jedynie odbić się od bramy. Słysząc, że powstanie kolejny mural, mieszkańcy liczyli na lepiej wyeksponowaną pracę. Rozczarować mogli się też weekendowi turyści, których do Sochaczewa przyciągnął nowy Sepe.
Przed rozpoczęciem pracy nie znałem dokładnej lokalizacji. Opracowując projekt, miałem do dyspozycji tylko zdjęcie i krótkie nagranie. Nie znałem zasad panujących na tym terenie – komentuje artysta. Z tego, co mi wiadomo, mural został sfinansowany z prywatnych pieniędzy. Jego fundatorzy mieli więc pełne prawo zadecydować, gdzie zaistnieje. Szkoda, że padło na podwórko z ograniczonym dostępem. Taką akurat powierzchnię udało się pozyskać, a znalezienie ściany w Sochaczewie nie należy do rzeczy łatwych – dodaje.
Mural jako atrakcja turystyczna
Sztuka ulicy wykorzystywana jest w promocji miast i regionów na całym świecie. Pomaga współtworzyć ich turystyczny wizerunek. Choć większe miasta odeszły od organizowania cyklicznych festiwali streetartowych lub zaczęły kłaść większy nacisk na inne formy, chociażby instalacje przestrzenne, mozaiki i neony, w mniejszych pojawienie się nowego muralu ciągle jest atrakcją.
Sepe podkreśla, że murale mogą być ogólnodostępne; być częścią miast i stanowić ich ofertę kulturalną, ale musi się to wiązać z realnym wsparciem twórców i organizatorów tego typu przedsięwzięć. W tym przypadku pomocy ze strony władz miasta nie było, a znalezienie wolnej ściany zajęło organizatorom prawie rok.
W poprzednich latach, w ramach akcji Sochaczew jak malowany, swoje prace stworzyli: Chazme (najlepsza ściana – niedaleko dworca, tuż przy Muzeum Kolei Wąskotorowej), Mikołaj Rejs, Malik, Anna Wiencek. Do listy należy dopisać Sepe – i choć projekt artysty tego kalibru mógłby być lepiej umiejscowiony w przestrzeni miejskiej, warto zobaczyć go na żywo. Jeśli trafimy na zamkniętą bramę, wystarczy, że odejdziemy kilkanaście metrów dalej i z perspektywy ulicy Batorego ujrzymy jego fragment. Zawsze to coś.
A może zamiast narzekać, warto byłoby docenić, że właściciel budynku zgodził się udostępnić ścianę pod mural i artysta, taki jak Sepe, chciał przyjechać do Sochaczewa i zostawić swoją pracę? Proponuję przekierować swoją frustrację na właścicieli budynków, którzy wolą mieć na swoich murach banery reklamowe i paczkomaty – na komentarz Ani odpowiedział pewien Radek.