Street Wind – historia białoruskiego artysty w Polsce

Jego prace są żywym dowodem na to, że sztuka uliczna nie zna granic, a artyści mogą odważnie sięgać po trudne, często kontrowersyjne tematy. Jak Street Wind ocenia to, co dzieje się na warszawskich ulicach? Co łączy białoruski street art z Polską?

Pochodzisz z Białorusi. Czy to właśnie tam zaczęła się Twoja przygoda ze street artem?

Tak jest, sztukę uliczną tworzę od ponad 10 lat, a swój styl zacząłem kształtować już podczas studiów na uniwersytecie w Witebsku. Nigdy nie interesowało mnie malowanie na płótnie, bycie tradycyjnym artystą.

Sztuka uliczna tworzona przez Street Wind w Ukrainie
Zdjęcie z archiwum Street Wind

W ostatnich latach do Polski przybyło wielu ludzi zza wschodniej granicy, w tym trochę kreatywnych artystów, co zaowocowało nową falą sztuki. Poza Twoimi pracami, na ulicach wyróżniają się nurkowie i syrenki tworzone przez Michała, który podpisuje się jako artmihus. Trzymasz się razem z innymi artystami?

Z Michałem znamy się od 2007 roku, studiowaliśmy razem w Mińsku. Działam jednak samodzielnie. Na emigracji, tutaj w Warszawie, raczej wszyscy są zajęci. Trudno jest się z kimś spotkać, pogadać przy piwie, nie wspominając już o wspólnej pracy twórczej, która wymaga więcej czasu i energii.

Zawsze chciałem zobaczyć ulicę Kastryčnickaja w Mińsku, tamtejsze murale i pofabryczne budynki, w których mieszczą się pracownie artystyczne. Jest coś, co wyróżnia białoruski street art?

Super, że ktoś jeszcze interesuje się Białorusią! Wpadaj, aktualnie Polaków obowiązuje ruch bezwizowy. Jeśli chodzi o białoruski street art, jest on niemal całkowicie pozbawiony niezależności. Podobnie jak w Polsce, powstaje sporo patriotycznych murali – żołnierze, czołgi, taki wojskowy kicz. Kult wojny wciąż jest obecny, dlatego urzędnicy chętnie finansują takie projekty z budżetu państwa.

Kiedyś na ulicach powstawało więcej dwuznacznych napisów. Były jednak szybko zamalowywane. Teraz można za nie stracić zdrowie lub trafić do więzienia, gdzie przez 6 dni w tygodniu trzeba pracować po 12 godzin, oczywiście bez wynagrodzenia. Jest też sporo sztuki ulicznej – jakby to powiedzieć – w zbyt wyszukanej, oficjalnej formie, jak na przykład na wspomnianej Kastryčnickiej w Mińsku.

Street art tworzony przez Street Wind na warszawskich ulicach, napis Cringe is everywhere

Są jacyś białoruscy artyści, których warto śledzić?

Prawie nikogo osobiście nie znam, a ci artyści, których kojarzę, już nie malują. Na pewno wyróżnia się Maksim Osipau – ma swoje własne spojrzenie na sztukę, swoją formę. Robił oficjalne murale, a może tworzył też jakąś nielegalną sztukę na Białorusi. Chyba przez jakiś czas mieszał w Warszawie.

No właśnie, a jak odbierasz to, co dzieje się na polskich ulicach?

Jestem zachwycony tym, co tu się dzieje. To mieszanka anarchii, wandalizmu, sztuki, przeciętnych komercyjnych prac i kiczowatych dzieł. Wszystko to jest tworzone, przekształcane, zamalowywane, zakrywane czymś nowym. Na ulicach tętni życie.

Szanuję wszystkich, którzy mogą sobie pozwolić na tworzenie czegoś nielegalnie, bez wcześniejszych uzgodnień. Podoba mi się, że jest tu wielu niezależnych artystów. Wszystkich kocham!

Twoje prace kojarzę przede wszystkim z Warszawy i Łodzi – kleisz je zazwyczaj na opuszczonych kamienicach. Chyba dlatego aż tak bardzo nie drażnią, nie znikają zbyt szybko.

Uwielbiam estetykę brudnych ścian, starych budynków. To swojego rodzaju płótno czasu, które można uzupełnić własną kompozycją. No i nie lubię konfliktów, niepotrzebnych sporów.

Nawiązujesz do realnych postaci, ale czasem tworzysz też drewniane stwory. To taka forma natury, która wdziera się do miasta?

Słusznie zauważyłeś, dokładnie takie mam przesłanie. Dodam, że lubię dziwne postacie, trochę szalone, takie cringowe, creepy.

Elon Musk przy Złotej 44 w Warszawie

Niektóre z Twoich prac dopełniasz napisami na murach. Tak też było w przypadku wizerunku Elona Muska z uniesioną ręką, co nawiązywało do gestu, który wykonał podczas inauguracji Trumpa. W tłumaczeniu napis głosił – Uczyńmy Polskę znowu wielką dla Polaków. Za tę pracę zostałeś zatrzymany i skuty w kajdanki.

Tak naprawdę to nawet nie zdążyłem dokończyć tego zdania. Ostatnie dwa słowa dodałem już komputerowo, na zrobionym wcześniej zdjęciu. Policja na początku nie wiedziała, jak się zachować, co zrobić, ale jak się okazało, oszukiwali mnie, by uzasadnić moje bezpodstawne zatrzymanie.

Rozmawiałem z chamskim sierżantem, który mnie moralizował. Być może próbował odegrać rolę złego policjanta. Groził, że zostanę deportowany. Zmuszał do podpisania protokołu, zgodnie z którym rzekomo wykonywałem salut rzymski. Oskarżał o propagowanie nazizmu i faszyzmu.

Obecnie trwa śledztwo w tej sprawie?

Policja wszczęła przeciwko mnie postępowanie karne, a śledztwo może potrwać nawet rok. Brzmi to strasznie, ale najprawdopodobniej rozejdzie się po kościach i sprawa nawet nie trafi do sądu. Polska na szczęście jest jednym z krajów Unii Europejskiej, w którym działają sądy, mechanizmy prawa.

Po konsultacji z prawnikiem stwierdziliśmy, że policja działała niezgodnie z prawem i powinniśmy złożyć skargę do prokuratury. Może marzeniem wspomnianego wcześniej policjanta jest praca na Białorusi lub w Rosji, gdzie tego typu sprawy i oskarżenia są motywowane politycznie, mogą być obiecujące. W tym przypadku wszystko powinno zakończyć się niewielką grzywną za wykroczenie.

Street art w Warszawie, napis I run to fill my existential void

Dobry artysta powinien wiedzieć, kiedy przestać. Gdyby nie dodał tych napisów, byłaby to dobra satyra na skorumpowany świat. Może obraził Polaków. Jeśli chciał wyśmiać sprzedaż mieszkania Muskowi na Złotej 44, to… miał co wyśmiewać – komentarz pojawił się na jednym z białoruskich portali. Myślisz, że w tej pracy przegiąłeś?

Praca wywołała sporą dyskusję, otrzymałem wiele wiadomości z diaspory. Jeśli chodzi o Polaków, widziałem kilka obelg i komentarzy, w których próbowano mnie zastraszyć. Pochodziły jednak z profili bez zdjęć i historii, być może fejkowych kont prowokatorów.

Po opisaniu na Instagramie sytuacji z zatrzymaniem, wielu Polaków mnie wspierało. Niektórzy zwyczajnie śmiali się z tej sprawy. Straty zostały oszacowane na 100 złotych. Jeśli będzie trzeba, jeśli poprosi mnie o to spółdzielnia tego bloku, mogę nawet przyjść i zamalować tę pracę.


Rozmowa z Maksimem, znanym jako Street Wind (@street_wind_) – współczesnym migrantem, artystą i bezrobotnym freelancerem, którego wypełnia ciekawość świata i pragnienie zdobywania wiedzy.