Fallas w Walencji – gdy całe miasto pachnie siarką

Petardy wybuchają od samego rana, a niebo rozświetlają pokazy sztucznych ogni. Gigantyczne figury – fallas – pełne politycznych aluzji i lokalnych żartów, przez kilka dni zdobią miasto, po czym 19 marca zostają spalone na oczach tłumu. To rytuał przejścia, wielki festiwal ognia ku czci św. Józefa. Przekonaj się, jak wygląda marzec w Hiszpanii.

Pośród sztuki i pijanych turystów

Podczas Fallas przestrzeń publiczna zmienia swoją funkcję. Ulice, zazwyczaj zajęte przez samochody, stają się sceną, miejscem integracji sąsiedzkiej i spontanicznych imprez. Każdego dnia świętowanie rozpoczyna się już o ósmej rano, podczas tak zwanej desperta, czyli pobudki. Orkiestry dęte maszerują wtedy ulicami Walencji, a za nimi podążają ubrani w tradycyjne stroje falleros i falleras.

Występ ulicznej grupy Ravatukem Batucada w trakcie festiwalu Fallas w Walencji

Tłumy dają się we znaki zwłaszcza przed godziną czternastą, gdy na Plaza del Ayuntamiento – na placu przed ratuszem – odbywa się głośna mascleta. Ziemia drży, krew w żyłach pulsuje znacznie szybciej, a poziom hałasu przekracza sto czterdzieści decybeli. Po zakończeniu pokazu w powietrzu jeszcze długo unosi się gęsta chmura dymu.

Przez całą dobę można godzinami krążyć między dzielnicami, podążając za dźwiękiem bębnów, zapachem paelli i tłumem w ludowych strojach. Odbijając się od szczęśliwych, pijanych ludzi, człowiek skazany jest na deptanie po stertach śmieci, kałużach moczu i rozlanego piwa. To święto, w którym sacrum miesza się z profanum. Sztuka i alkohol, tradycja i chaos – wszystko w jednym kadrze.

Śmieci przed Mercado Central podczas festiwalu Fallas w Walencji

Tegoroczne Fallas – jedne z najzimniejszych i najbardziej deszczowych w historii – nie ostudziły zapału uczestników. Przyjezdnym niestraszne były również wysokie ceny noclegów. Z ciekawości sprawdziłem, ile zapłaciłbym w tym okresie za dobę w hotelu z widokiem na morze. Noc w dzielnicy El Cabanyal, dawnej wiosce rybackiej, potrafi kosztować nawet kilka tysięcy złotych – dziesięciokrotnie więcej niż standardowo.

Mimo rosnącej popularności, Fallas pozostaje świętem o charakterze społecznym. Do Walencji przybywa wtedy ponad dwa miliony turystów, jednak aż osiemdziesiąt procent stanowią Hiszpanie. To święto tworzone przez mieszkańców. Za jego organizację odpowiadają lokalne stowarzyszenia (casales falleros), działające w ramach dzielnic. Przez cały rok przygotowują monumentalne rzeźby i liczne wydarzenia towarzyszące.

Dzieci wychowane przez ogień

W Polsce obowiązuje całkowity zakaz sprzedaży materiałów pirotechnicznych dzieciom i młodzieży poniżej osiemnastego roku życia. W trakcie Sylwestra młodzi w towarzystwie rodziców odpalają sztuczne ognie; podczas odpustów parafialnych bawią się niewinnymi kapiszonami i wybuchającymi diabełkami. W trakcie Fallas w Walencji wygląda to zupełnie inaczej.

Dzieci bawią się petardami w trakcie festiwalu Fallas w Walencji

Widziałem chłopca, może sześcioletniego, z profesjonalnym pudełkiem na fajerwerki – z dumą niósł je przez środek dzielnicy, co kilka kroków rzucając małą petardę. Nikt nie reagował nerwowo. Dla mieszkańców to element codzienności festiwalowej. Dzieci spotykają się w parkach (warto zajrzeć do Jardines del Antiguo Hospital), całymi dniami ganiają po wąskich uliczkach.

Szczególnie fascynujące są interakcje nastolatków. Nie potrzebują Tindera ani tanich słownych zaczepek. Wystarczy petarda rzucona pod nogi dziewczyny. Niby przypadkiem. Krzyk, pisk, ale przede wszystkim uśmiech – tak wygląda uliczny flirt w wersji Fallas.

Zabawy petardami są dla dzieci w Walencji elementem tradycji

Zachowania, które w Polsce uznajemy za niebezpieczne i niedopuszczalne, tutaj traktowane są jako naturalny element dorastania. Hiszpanie, w szczególności mieszkańcy Walencji, podchodzą do tego zwyczaju z dużą akceptacją. Uważają, że uczestnictwo dzieci w festiwalu, w tym zabawa petardami, jest częścią ich dziedzictwa kulturowego.

Tony siarki w powietrzu

Gdyby mierzyć Fallas miarą współczesnej poprawności, dawno trafiłoby na listę zbanowanych wydarzeń. Nie jest to święto przyjazne środowisku. Festiwal generuje około ośmiu tysięcy ton śmieci w zaledwie kilka dni. W tym roku miasto zaangażowało ponad pięciuset dodatkowych pracowników porządkowych, a koszty sprzątania przekroczyły trzy miliony euro.

Modna dzielnica Russafa w trakcie festiwalu Fallas w Walencji

Spalanie figur i pokazy pirotechniczne odpowiadają za emisję blisko pięciu tysięcy ton dwutlenku węgla, a unoszący się nad miastem dym drażni gardło i oczy. Paradoksalnie – jak pokazują dane z Universitat Politècnica de València – wyłączenie ruchu samochodowego w czasie festiwalu pozwala zniwelować część emisji i ograniczyć inne źródła zanieczyszczenia powietrza.

W odpowiedzi na pojawiające się głosy krytyki, władze Walencji wdrożyły kolejne inicjatywy proekologiczne. Rozpoczęto kampanię promującą użycie naturalnych materiałów do budowy fallas oraz segregację i recykling odpadów. Komitety falleros coraz częściej sięgają po drewno z odzysku, słomę ryżową i biodegradowalne farby. Dla turystów wydano przewodnik z poradami dotyczącymi ekologicznego i odpowiedzialnego uczestnictwa w wydarzeniu.