Murale w Polsce przeszły długą ewolucję – od odważnych, festiwalowych realizacji po prace wpisane w strategię promocji miast i nowych inwestycji deweloperskich. Warszawa z muralami Tytusa Brzozowskiego jest dziś symbolem tej przemiany.
Murale artystyczne
Najwięcej nowych prac powstawało w latach 2010-2015. Samorządy, instytucje kultury i organizacje pozarządowe – wszyscy uznali wielkoformatowe malowidła za tani środek wyrazu, szybki sposób na zmianę estetyki i charakteru miast. Murale malowano przede wszystkim na ścianach szczytowych zapomnianych budynków, w mniej reprezentacyjnych dzielnicach.

Otwierano kolejne galerie sztuki zewnętrznej, a organizatorzy festiwali streetartowych prześcigali się w ogłaszaniu nazwisk zagranicznych artystów, których udało im się zaprosić do kraju. Aryz, Inti, Blu, Hyuro, Escif – było ich znacznie więcej. Twórcy mogli realizować własne koncepcje. Nie stronili od mocnych form. Ich prace dotykały polityki, ekonomii i nierówności społecznych.
Po wielkim boomie na murale pojawiła się fala krytyki. Mówiono o muralozie, czyli przesycie tkanki miejskiej malowidłami. Kiedy każda wolna ściana zaczynała być traktowana jak płótno, murale traciły wyjątkowość, kanibalizowały się. Po 2015 roku liczba festiwalowych realizacji zaczęła spadać, a artyści coraz chętniej sięgali po inne formy sztuki ulicznej.
Murale na zamówienie
Kolejną dekadę zdominowały murale tworzone na zamówienie – w ramach budżetów obywatelskich albo z inicjatywy deweloperów. W takich realizacjach mural stawał się już nie manifestem, lecz elementem upiększającym, upamiętniającym lub podnoszącym wartość inwestycji. Bo skoro na nowych osiedlach brakuje skwerów i przestrzeni wspólnych, malowidła mają za zadanie ocieplać wszechobecną betonozę.
W Warszawie tego typu praktyki widać chociażby na Żoliborzu Artystycznym, gdzie na ścianach bloków pojawiły się portrety i nawiązania do znanych postaci – malarza Hilarego Krzysztofiaka, reżysera Zygmunta Hübnera, poety Jerzego Ficowskiego czy kompozytora Witolda Lutosławskiego. Murale mają sprzedawać narrację o artystycznym klimacie osiedla, które w rzeczywistości jest zwykłym gęsto zabudowanym kompleksem bloków.

Podobny kierunek obrali deweloperzy na Pradze. Kilka lat temu przy Wrzesińskiej 6 powstała praca Mateusza Kołka przedstawiająca ulicznego grajka z akordeonem, a pod koniec ubiegłego roku w Porcie Praskim odsłonięto kolejny mural Tytusa Brzozowskiego, przy Stefana Okrzei 27. Dwa kilometry dalej, przy Stalowej 39, nową inwestycję ozdobił Chazme. Inspiracją było targowisko, które działało tam do 1970 roku.
Murale Tytusa Brzozowskiego
Zatrzymajmy się przy postaci Tytusa Brzozowskiego, bo to jego prace zdominowały w ostatnich latach stolicę. Artysta – architekt i malarz związany z Warszawą – od początku swojej drogi malował akwarelą, tworząc charakterystyczne, lekko surrealistyczne pejzaże.
Zaczynał od obrazów, a od kilku lat przenosi tę estetykę na ściany. To zupełnie inna skala, ale styl Tytusa szybko stał się rozpoznawalny i pożądany przez urzędników i deweloperów, którzy sięgają po pewniaka – sprawdzonego artystę, który podoba się mieszkańcom, a treści, które tworzy, są neutralne i bezpieczne.

W stolicy jest już ponad dziesięć jego realizacji – to rekord, jeśli chodzi o prace jednego autora. Warszawska Organizacja Turystyczna opracowała nawet specjalną trasę zwiedzania szlakiem murali Tytusa Brzozowskiego. Wszystkie projekty są podobne, powtarzalne – pastelowe barwy, architektoniczne szczegóły, lekko zdeformowana perspektywa. Typowe miejskie fototapety.
Ale w tej powtarzalności kryje się pytanie – czy Warszawa staje się miastem jednej estetyki? Czy na warszawskich murach zaczyna brakować różnorodności? Czy nie obserwujemy tak czasem procesu, który eliminuje pluralizm artystyczny z przestrzeni publicznej?
W 2024 roku Brzozowski odsłonił kolejną pracę, tym razem u zbiegu Kawęczyńskiej i Łochowskiej. Mural powstał na ścianie budynku, który jeszcze był w budowie. Nawiązuje do Szmulek. Widać na nim Bazylikę i Zajezdnię Praga, drewnianą oficynę Edmunda Burkego i ceglaną kordegardę Konesera.
Dzieło odzwierciedla historię dzielnicy, ale czy dopełnia ją estetycznie? Czy raczej odwraca uwagę od realnych problemów? W okolicy stoją pustostany i kamienice, które od lat wymagają pilnych remontów. Mówi się, że murale upiększają miasto, ale czy nie powinniśmy wymagać od nich trochę więcej?

Źródła: (1) Miastomijanie. Historia i współczesność warszawskiego muralu, Fundacja Puszka, 2024, (2) Szlakiem warszawskich murali Tytusa Brzozowskiego, Warszawska Organizacja Turystyczna, 2022