Frogszoposting kontra Netflix – drama wokół serialu Aniela

Od kilku dni na Netflixie można oglądać nowy serial komediowy z Małgorzatą Kożuchowską w roli głównej. Tytułowa Aniela szybko zdobyła serca widzów, ale równie głośno zrobiło się o jednej z trzecioplanowych postaci – Oliwce, młodej dziewczynie marzącej o karierze influencerki. 

Aniela trafia na Netflixa

Serial przypomina historię znaną chociażby z Innych ludzi Masłowskiej. Podział na lepszych i gorszych, bogatych i biednych, ludzi sukcesu, którzy wydają po kilkaset złotych na kolacje w modnych restauracjach i przegrywów mieszkających po prawej stronie Wisły. 

Małgorzata Kożuchowska w roli Anieli na Netflixie
Kadr z serialu Aniela (Netflix)

Powieść Masłowskiej doczekała się ekranizacji – w 2021 roku premierę miał film w reżyserii Aleksandry Terpińskiej (dostępny na HBO Max). Podobnie jak w Anieli, tak i w Innych ludziach bohater jest narratorem własnej opowieści. Często przełamuje czwartą ścianę i zwraca się bezpośrednio do widza. Wszystko w rytm rapu i hipnotyzującej muzyki Auera.

Ale wróćmy do Anieli, bo nawiązań do współczesnego świata i popkultury jest tu więcej. W serialu pojawia się postać Banana – młodego rapera, twarzy napojów energetycznych, który po koncertach chętnie zaprasza fanki na backstage. Nawija o niczym, ale jego kawałki niosą się w sieci. A jego ojciec to papuga. Przypadek? Duet od razu przywodzi na myśl Matę i Matczaka.

W kontrze są dziewczyny z praskiego osiedla, które – choć nie mają łatwego startu ani kontaktów – marzą o scenie. To temat, do którego Demirski chętnie wraca. W Artystach był sojusz kibiców z aktorami. W Anieli tytułowa bohaterka, była celebrytka, wchodzi w sojusz z blokersami, dilerami i sprzątającymi migrantkami. Chce im pomóc. Chce stworzyć przestrzeń dla lokalsów.

Mamy też ukłon w stronę Varius Manx, których piosenki pojawiały się w Młodych wilkach i Killerze. Tym razem Zofia, wokalistka w kryzysie wieku średniego, próbuje wrócić na listy przebojów. Wykonuje Zanim zrozumiesz w nowej aranżacji z Bananem. Tekst piosenki staje się motywem przewodnim całego serialu: ona ma siłę, nie wiesz jak wielką, będzie spadać długo, potem wstanie lekko.

Serial Aniela na Netflixie
Kadr z serialu Aniela (Netflix)

W tle pojawia się plotkarski portal Chihuahua.pl. Jest i Oliwka (Monika Frajczyk), kasjerka z osiedlowego sklepiku, która próbuje zdobyć popularność, nagrywając zabawne filmiki w pracy. Czy jej postać mogła być inspirowana prawdziwą osobą?

W social mediach wylewa się gówno

Wiolę, znaną z instagramowego profilu Frogshoposting, wielu kojarzy głównie z dramy z 2021 roku. Pracując wtedy w Żabce, publikowała memy nawiązujące do marki, jej klientów i życia kasjerki. Afera wybuchła, gdy Żabka zaczęła publikować grafiki stylistycznie podobne do jej treści. Skończyło się na przeprosinach.

Po premierze Anieli kilku fanów odezwało się do Wioli. Rozpoznali ją – ich zdaniem – w postaci Oliwki. Ktoś teraz poszedł dalej – oprócz mojego pomysłu wziął właściwie treść mnie, cały mój pomysł na mnie samą, łącznie z odrostami na różowych włosach – skomentowała na swoim Instagramie influencerka. 

W internecie zawrzało. Mimo że wiele osób nie obejrzało nawet jednego odcinka, profile Netfliksa i aktorów zalała fala negatywnych komentarzy – jakby to oni byli odpowiedzialni za działania producenta, scenarzysty i reżysera.

Ale czy można mówić o kradzieży wizerunku? Bohaterowie są stereotypowi z definicji. Serial jest pełen odniesień, easter eggów i przerysowanych postaci. Statystyki pokazują, że co druga dziewczyna z generacji Z marzy o zostaniu influencerką, a wielu młodych czuje się na etacie jak ten ostatni przegryw.

Małgorzata Kożuchowska i Monika Frajczyk w serialu Aniela
Kadr z serialu Aniela (Netflix)

Fani bronią Wioli. Ktoś nawet zauważył, że imię kasjerki jest anagramem jej imienia. Ktoś inny napisał, że Netflix obrał drogę na skróty, a twórcom scenariusza zabrakło kreatywności. Serio. Serialowi, który komentuje rzeczywistość i współczesne zjawiska społeczne obrywa się za to, że do nich nawiązuje. 

Frogshoposting zbiera na prawnika 

Mówimy o dziewczynie, która zbudowała swoją markę osobistą, tworząc i publikując materiały w trakcie pracy. Która wykorzystywała bez zgody znak towarowy Żabki i nawiązywała do jej brandingu. Która wybiła się, bazując na jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek, tworzonej od blisko trzydziestu lat. Wspieranej kampaniami, w które wpompowano setki milionów złotych.

W całej sprawie wątpliwości może budzić tylko jedno. Wiola na swoim Instagramie wspomniała o reżyserze: 

Kilka lat temu gość zaprosił mnie na rozmowę o tym, że chciałby włączyć mnie w pracę nad postacią w serialu, który może kiedyś wyjdzie na Netflixa, który będzie w jakiś sposób inspirowany moją postacią. Żadnej umowy ani przekazywania praw autorskich do mojej tożsamości nie było. 

Może reżyser rzeczywiście chciał z nią współpracować, ale projekt poszedł w zupełnie inną stronę? Może pojawił się nowy pomysł na postać kasjerki i ostatecznie odegrała mniejszą rolę niż pierwotnie zakładano? Może konsultacje nie były już konieczne?

Od tamtego czasu sporo zmieniło się w social mediach. Podczas pandemii TikTok eksplodował, a każdy mógł stać się viralem i mieć swoje pięć minut. Przybyło kont kasjerów, pracowników Żabek i Biedronek, którzy zaczęli publikować zabawne treści, wybijać się na luźnym podejściu do pracy. Autentyczność i dystans stały się walutą nowej epoki internetu.

Ciekaw jestem, jak to się zakończy. Wczoraj ruszyła zbiórka – Frogshoposting chce wynająć prawnika, by wspólnie z nim zmierzyć się ze streamingowym gigantem i producentami serialu. Nadal uważa, że okradziono ją z jej historii. Z jej tożsamości i odrostów.