Pan Peryskop – nieoczywisty symbol Poznania

Kim jest Noriaki? Chociaż utrzymuje wokół siebie aurę tajemniczości, chyba nikomu nie trzeba go przedstawiać. Kilka lat temu tworzony przez niego Pan Peryskop stał się nieoficjalnym symbolem Poznania, a sam street artowiec w 2018 roku otrzymał tytuł Człowieka Kultury w plebiscycie organizowanym przez IKS-a oraz portal kulturapoznan.pl.

Jaką rolę odgrywa w promocji Poznania? Co myślą o nim mieszkańcy oraz czy sami zaglądają do bram i podwórek w poszukiwaniu ukrytych graffiti? Na te pytania odpowiedział mi Wojciech Mania z Poznańskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej.

Postać Watchera została już umieszczona w ponad stu miejscach. W zeszłym roku na ścianie kina Muza artysta stworzył mural nawiązujący do kultowego filmu Podróż na Księżyc. Projekt został utrzymany w charakterystycznym dla Noriakiego stylu – w czerni i bieli, z wyraźnymi geometrycznymi elementami – a z samego czubka księżyca na odwiedzających podwórko przy Świętym Marcinie 30 patrzy sam Pan Peryskop.

Noriaki to poznański artysta, który jest najbardziej znany jako autor postaci nazywanej Watcher albo bardziej swojsko Pan Peryskop. Watcher pojawia się jako niedbały malunek na murze albo jako interwencja, wchodząca w dialog z infrastrukturą ulicy a poprzez nią z przechodniami – komentuje Wojciech Mania.

Noriaki w Poznaniu

Kiedy to się zaczęło? Urokiem sztuki ulicznej jest jej ulotność i niejednoznaczność. Watcher na pewno był już rozpoznawalny jakieś 5-7 lat temu. Pojawiał się na murach Poznania, Londynu, Barcelony i innych miast. Co więcej, niektórzy podejrzewają, że bywa podrabiany i nie wszystkie Peryskopy są autorstwa Noriakiego.

Choć jest kojarzony ze street artem, to śmiało poczyna też sobie jako malarz, wystawiający się w galeriach, także handlowych. Dużym powodzeniem cieszyła się jego wystawa Sejf jest za obrazem w Starym Browarze w Poznaniu. Nie boi się eksperymentów z komercją. Zdarzało mu się na przykład sprzedawać sportowe buty, indywidualnie zdobione namalowanymi przez siebie charakterystycznymi motywami.

Czy jego kariera będzie równie długotrwała jak słynnego japońskiego skoczka, od którego zaczerpnął imię? Czas pokaże. Trzymamy kciuki. Liczymy, że nadejdzie moment, gdy świat zacznie mówić o Banksym jako o takim londyńskim Noriakim.

Wrocław ma swoje krasnale, Berlin kultowego Ampelmanna. W Poznaniu jest kilkanaście figurek Pana Peryskopa, które z wysokości spoglądają na przechodniów. Ale na tym nie koniec. Jednooki bohater Noriakiego pojawił się również na jednym z sygnalizatorów świetlnych przy ulicy Półwiejskiej.

Watcher ma to do siebie, że jak już raz się go zobaczy, to łatwo go dostrzec niemal wszędzie. Można urządzić sobie podchody, tropiąc tę figurkę. Jednak to nie jedyny offowy trop, którym można podążyć w Poznaniu. Graffiti, murale, a także neony, secesyjne detale albo stare, często ponad stuletnie napisy wyzierające spod tynków kamienic – to tylko kilka takich propozycji.

Istotnie, we współpracy z Wydawnictwem Miejskim Posnania powstała oficjalna linia miejskich gadżetów wizerunkiem Watchera. Figurka pojawiła się też na jednym z sygnalizatorów. Jednak ważne jest, by Poznań mówił swoim głosem, a Pan Peryskop nie stał się tylko poznańskim Ampelmannem.

Pan Peryskop w Poznaniu, praca Noriakiego

Bohater Noriakiego obserwuje zmieniający się na jego oczach (a może i oku) świat. Spogląda na mieszkańców i turystów. Ale to działa w obie strony – sam również jest obserwowany i fotografowany, a czasem nawet poszukiwany. W końcu turystyka graffiti i alternatywne zwiedzanie miast w ostatnich latach nabrały na znaczeniu.

Zacznijmy jak u Hitchcocka od małego trzęsienia ziemi. Latem 2021 roku Noriaki spotkał się z Robertem Makłowiczem i oddał mu… nerkę. Film o tym doczekał się na YouTube ponad 330 tysięcy wyświetleń. Czy to jeszcze alternatywa, czy już mainstream? Trudno powiedzieć.

Na pewno w pandemii Polacy zaczęli szukać bezpiecznych i bliższych inspirujących celów podróży. Zresztą sami mieszkańcy miast zaczęli zwiedzać swoje otoczenie, odkrywając nieznane wątki i atrakcje. Spacer po mniej eksplorowanych przez turystów dzielnicach, takich jak Łazarz albo Wilda z Watcherem, jako przewodnikiem jawi się jako świetna propozycja, nie tylko dla hipsterów, o ile tacy jeszcze istnieją.

Wielu osobom graffiti, a nawet szerzej – sztuka uliczna – kojarzą się jednak z aktami wandalizmu, chociażby niszczeniem elewacji budynków. Czy istniało ryzyko negatywnego przyjęcia takiej współpracy przez mieszkańców? W końcu Noriaki swoje prace tworzy w różnych nieoczywistych miejscach, a nie tylko w ramach planowanych i legalnych projektów.

Prace, które powstają w ramach współpracy Noriakiego choćby z kinem Muza (przy okazji, to jedno z najstarszych kin Europy – powstało w 1908 roku) są realizowane w ustaleniu z właścicielem ściany i zleceniodawcą. To trochę coś innego niż bardziej partyzancka działalność street artowa.

Mural Noriakiego na Kinie Muza w Poznaniu

O wyjątkowości Watchera stanowi to, że choć jest go sporo w Poznaniu, to nie ma w tym przypadkowości. Pan Peryskop występuje w różnych skalach (od dosłownie kilku centymetrów) i jest malowany nie tylko na murach. Często jest wkomponowany w znaki drogowe, transformatory, latarnie. To nie tylko zaskakujący pomysł, ale także poczucie humoru i dialog z przestrzenią.

Choć nie brakuje również krytyków, którzy wrzucają prace Noriakiego do jednego worka z rozmaitymi bazgrołami szpecącymi ściany. Jednak powiedzmy sobie szczerze, że krajobraz miasta byłby bardzo nienaturalny i sztuczny bez takich interwencji.

Bez wątpienia za polską stolicę murali uchodzi Łódź. Pod względem liczby wieloformatowych projektów i nazwisk znanych artystów, których udało zaangażować się w ich realizację, postrzegana jest również jako jeden z ważniejszych street artowych ośrodków w Europie. Czy w Poznaniu planowane są jakieś większe inicjatywy? Jeszcze kilka lat temu organizowany był tu festiwal Outer Spaces.

Murale stały się bardzo (może nawet za bardzo?) popularną formą sztuki miejskiej albo zdobienia przestrzeni miast. Często są jedynym pomysłem na zamaskowanie szczytowej ściany starej kamienicy lub ubarwienie zaniedbanego zakątka. Wszechobecność murali powoduje, że realizacje wyróżniające się, o dużych walorach artystycznych niekiedy giną w tłumie tych, których jedynym celem jest estetyzacja, a także – coraz częściej – reklama. Taka forma tej ostatniej jest po prostu łatwiej akceptowana niż koszmarne płachty.

Czy planowane są jakieś nowe inicjatywy? Najciekawsze inicjatywy powstają oddolnie. Najlepiej byłoby zasięgnąć języka w poznańskim środowisku street artowym.

Poznański street art - graffiti Noriakiego przedstawiające Pana Peryskopa

Rozmowa została przeprowadzona z Wojciechem Manią – Kierownikiem Działu Promocji Turystycznej Poznańskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej.