Łódzka dawka piękna – Bałuty Pany i Panie

Media podtrzymują stereotyp łódzkich Bałut jako niezbyt ciekawej okolicy, zagłębia przestępczości i patologii. Trafiłem nawet na porównanie ich do slumsów, znanych chociażby z Indii czy Afryki. Jeszcze inni krajobraz tamtejszych ulic przyrównują do widoku miasta zbombardowanego w trakcie wojny i ostrzegają, by nie zapuszczać się tam bez celu.

A jak jest naprawdę? Z dzielnicą silnie związany jest Kacper Zaorski-Sikora – łódzki artysta, autor street artowego projektu Bałuty Pany i Panie. Zapytałem go, co myśli o Bałutach i o czym mówią tworzone przez niego napisy na murach.

Wielokrotnie spacerowałem po Franciszkańskiej i Limanowskiego, które stanowią serce dzielnicy. Pamiętam również, gdy pierwszy raz trafiłem na ulicę Spacerową, która – wbrew swojej nazwie – nie jest jakimś reprezentacyjnym deptakiem. Ale na Bałutach nie doświadczyłem niczego złego. Kilkukrotnie ktoś zaczepił mnie o pięć złotych na browara, innym razem ktoś zapytał, co tam robię. I tyle. Mieszkasz na Bałutach całe życie. Jak postrzegasz tę dzielnicę?

Bałuty są niezwykłe i inspirujące. Mój odbiór jest jednak bardzo subiektywny, jak zauważyłeś, mieszkam tutaj całe swoje życie. Wielu mieszkańców Bałut jest przywiązanych do tej dzielnicy, można tu dostrzec poczucie wspólnotowości. Łatwiej tu spotkać ludzi, którzy są gotowi do bezinteresownej pomocy. Z drugiej strony, bieda i poczucie wykluczenia doprowadzają niektórych do frustracji.

Mam świadomość, że bałuckie kamieniczki i drewniaki są najczęściej w bardzo złym stanie, a panujące w nich warunki mieszkaniowe urągają wszelkim standardom. Obecnie okolica intensywnie się zmienia. Stara zabudowa zastępowana jest przez deweloperskie klocki. Jednak wraz z nią bezpowrotnie znika specyfika tego miejsca – to właśnie kamieniczki z początku XX wieku oraz sąsiadujące z nimi drewniaki i bloki z wielkiej płyty tworzą bałuckie kontrasty.

Napis na murze Koniec każdej rzeczy jest ważny. Bałuty Pany i Panie w Łodzi.

Można nawet stwierdzić, że Bałuty stanowią swojego rodzaju esencję łódzkości. Są naznaczone przeszłością, zachwycają starymi obiektami przemysłowymi i wspomnianymi kamienicami. Historię, choć w coraz większym rozkładzie, widać tu na każdym kroku. A skąd wziął się pomysł na projekt Bałuty Pany i Panie?

Projekt wynika z mojej potrzeby wejścia w interakcję z lokalną społecznością – której czuję się częścią – oraz chęci wpisania się w kontekst miejsca i odczarowania negatywnego wizerunku Bałut. Przede wszystkim jestem malarzem, a źródłem inspiracji zawsze było dla mnie miejsce, w którym żyję, a także otaczający mnie ludzie.

Natomiast grono odbiorców malarstwa jest hermetyczne. Chciałem wyjść w przestrzeń i skonfrontować się z przechodniem. Zatrzymać go na chwilę, skłonić do refleksji, czasem rozbawić. Próbowałem także połączyć te dwie drogi działania. Zorganizowałem jednodniową wystawę malarstwa na murach bałuckiej kamienicy przeznaczonej do wyburzenia (przy ulicy Kaszubskiej) oraz w opuszczonych mieszkaniach w famułach przy ulicy Ogrodowej.

Wybierasz głównie zniszczone i zdewastowane ściany, ale zostawiasz też komentarze na opuszczonych budynkach, które wkrótce odejdą w zapomnienie. Pamiętasz pierwszą miejscówkę i treść napisu, który tam zostawiłeś?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Długo nie dokumentowałem swoich napisów. Dopiero po czasie poczułem potrzebę zgromadzenia ich w jeden zbiór, aby pokazać szerszy kontekst, w którym powstają. Napisy i instalacje tworzę na zniszczonych, wcześniej pomazanych murach lub budynkach przeznaczonych do wyburzenia. To żywa tkanka podlegająca ciągłym zmianom. Podkreślam to, co ulotne i przemijające.

Kiedyś zamalowywałem napisy związane z nienawiścią, rasistowskie, a następnie na nich pisałem swoje hasła. Zależało mi na zmianie treści przy jednoczesnym zachowaniu formy graffiti. Obecnie zwracam większą uwagę na kontekst miejsca, z którym napis ma tworzyć całość.

Podwórko na łódzkich Bałutach
Napis na murze Zwykły akt wandalizmu. Ślad, że jestem. Bałuty Pany i Panie.

Jak powstają same hasła? Zawsze bezpośrednio odnoszą się do miejsc, w których je tworzysz? A może gdzieś je usłyszałeś? Spotkałem się też z opiniami, że niektóre z nich mogą nawiązywać do kultowych filmów, jak chociażby do Ghost Doga (Koniec jest ważny dla każdej rzeczy).

Czasami jest to potrzeba odniesienia się do konkretnej lokalizacji i zwrócenia na nią uwagi, ale często to najpierw w mojej głowie pojawia się pomysł na konkretny napis. Dopiero wtedy szukam dla niego odpowiedniego – nadającego kontekst – miejsca. Zazwyczaj jest to moja radosna twórczość, rzadziej parafrazy znanych powiedzeń, haseł, cytatów.

Swoją drogą, forma, którą wybrałeś, doskonale wpisuje się w nieustannie zmieniającą się tkankę miejską. Napisy na murach – jako jedna z form street artu – ulegają przekształceniom. Czasem zamalowuje się je farbą, jeszcze inne znikają wraz z remontem budynku lub rozbiórką pustostanu.

Właśnie ta zdegradowana tkanka miejska jest dla mnie inspirująca. Chcę zwrócić uwagę na jej nieoczywiste piękno. Dzięki niej mogę zbudować właściwy kontekst dla moich napisów. Nie chcę również niszczyć cudzej pracy. Nie maluję po odnowionych ścianach. Zależy mi, aby mój wandalizm nie przynosił szkód.

Napis na murze Zakute łby, otwarte serca. Bałuty Pany i Panie.

A jak lokalsi reagują na to, co robisz? Zapewne kilka razy przyłapali Cię w akcji.

Zdarzało się, że ktoś sprawdzał, czy nie biorę udziału w malarskiej wojnie kibiców, ale spotykałem się raczej z pozytywnym reakcjami. Usłyszałem wiele życzliwych komentarzy od mieszkańców Bałut. Bardzo mnie to cieszy.

Było też kilka zabawnych sytuacji. Chociażby pewnej nocy przerwałem malowanie, gdy tylko zobaczyłem grupę facetów idących w moją stronę. Schowałem się w bramie. Poszli za mną. Spodziewałem się nieprzyjemnej konfrontacji, tymczasem zostałem jedynie zapytany o najbliższy otwarty sklep monopolowy.

Wychodzi na to, że Bałuty Pany i Panie zdążyły wpisać się w krajobraz miasta. Nie trzeba zwiedzać Łodzi szlakiem murali, równie dobrze można wybrać się na spacer w poszukiwaniu kolejnych napisów na murach (a jest też sporo tych tworzonych przez Janusza III Wazę). Masz jakieś pomysły na kolejne działania albo rozwój projektu?

Wierzę, że coś ciekawego jeszcze się wyklaruje. To zawsze jest pewien proces. Napisy i instalacje w przestrzeni miejskiej tworzę nieregularnie, pod wpływem wewnętrznej potrzeby, impulsu. Ostatnio mam dłuższą przerwę.

W zeszłym roku, w ramach realizacji Stypendium Prezydenta Miasta Łodzi dla osób zajmujących się twórczością artystyczną oraz upowszechnianiem i animacją kultury, skupiłem się na ekspozycjach malarstwa w przestrzeniach miejskich, korzystając z miejsc zdegradowanych, opuszczonych. Chciałbym kontynuować te działania, wychodzić ze swoją sztuką w miasto.

Dobro, piękno, prawda. Bałuty Pany i Panie.
Pustostan na Bałutach w Łodzi

Rozmowa z Kacprem Zaorskim-Sikorą – łódzkim artystą, autorem projektu Bałuty Pany i Panie.