Na postumencie, na którym stoi pomnik Warszawskiej Syrenki, w niedzielny poranek pojawił się napis – Przeciwko wszystkim imperiom. Tuż przy nim nieznani sprawcy namalowali symbol anarchii. Jak mieszkańcy zareagowali na zdewastowany zabytek?
Napisy na murach, choć stanowią akt wandalizmu, spotykają się z większym przyzwoleniem. Są dopełnieniem koszmarnego pejzażu współczesnych miast. Często tworzą galerię sztuki, a wielu traktuje je jako rodzaj ulicznej poezji. Sprawa wygląda inaczej, gdy pojawiają się na zabytkach – obiektach, które mają znaczenie symboliczne, są powszechnie znane, szanowane i lubiane.

Gdy na swoim profilu dodałem rolkę, która ukazywała nowe hasła na bulwarach wiślanych (Wybieranie swojego władcy to gówno, a nie wolność – głosi drugi), od razu pojawiły się pod nią negatywne komentarze:
Smutne, biedna syrenka; Niech Ci wandale teraz to czyszczą, to im się odechce na przyszłość; Idiotyczny napis, głupota nie zna granic. Na czole niech sobie napisze, będzie dobrze widoczny.
Jedna z użytkowniczek Instagrama skrytykowała również samo przesłanie napisów:
Najfajniejsze w anarchii jest to, że jak już się zgładzi liderów i spali miasta, to trzeba będzie je odbudować. Wtedy na czele stanie lider i dalej będzie czerpał korzyści z naszej pracy. Ot takie błędne koło. Bo w buncie nie ma odpowiedzi na pytanie. A co potem?
W tym miejscu chciałbym przytoczyć wypowiedź Agnieszki Osieckiej, która na temat dewastowania zabytków wypowiedziała się kiedyś w albumie Polskie zmory. Graffiti: sztuka czy wandalizm:
Wydaje mi się, że człowiek, który czuje się ogromnie słaby, chce zaznaczyć swoją obecność poprzez wrzask i agresywność kolorów. No cóż, młodzi nie znajdują dla siebie wygodniejszego miejsca w świecie dorosłych.
Stołeczny konserwator zabytków złożył już zawiadomienie do policji w tej sprawie. Jak wspomniał w rozmowie z Radiem Dla Ciebie, tego typu akty wandalizmu są surowo karane, a nawet najbardziej słuszne hasła nie usprawiedliwiają niszczenia pomników.
Syrenka, choć uzbrojona w tarczę i miecz, wystawiona jest na liczne ataki. I ma szczęście do ideowców. Już wcześniej, w marcu tego roku, aktywistki z grupy Ostatnie Pokolenie oblały ją pomarańczową farbą. W ten sposób próbowały zwrócić uwagę na zbliżającą się katastrofę klimatyczną. Kilka tygodni później pomnik został ponownie oblany przez członków tej samej grupy, tym razem wodą. Był to psikus z okazji 1 kwietnia. Miał pokazać, że mimo krytyki ich wcześniejszej akcji, nie zamierzają się zatrzymywać.
Źródła: (1) Ryszard Gregorowicz, Jacek Waloch, Polskie zmory. Graffiti: sztuka czy wandalizm, Wydawnictwo Comer, 1991