Dariusz Paczkowski – poprzez street art można tworzyć miejsca wspólne

To, co na Muranowie robi Dariusz Paczkowski i jego 3fala.art wraz z innymi twórcami, a często też z samymi mieszkańcami dzielnicy, to jest jakiś kosmos! – wiele podobnych komentarzy przewija się pod zdjęciami szablonów i murali tworzonych przez artystę.

Kiedyś w graffiti i street arcie było więcej buntu, a twórcom chodziło przede wszystkim o mocne przesłanie. Dziś praktycznie każdy, kto tworzy na ulicy, ma profil na Instagramie. Myślisz, że obecnie jest w tym więcej lansu? A może świat online zwyczajnie stał się przedłużeniem tego, co dzieje się na mieście?

Maluję od 1987 roku i przez te wszystkie lata, zamiast oceniać innych, starałem się zapraszać i wkluczać ludzi w działania społeczne, które uważam za ważne. To daje zdecydowanie lepsze rezultaty – zarówno w kampaniach społecznych, jak i w relacjach międzyludzkich.

Kiedyś myślałem, że łatwiej jest z aktywistek i aktywistów zrobić malarzy i z nimi malować murale zaangażowane społecznie. Potem jednak zorganizowałem kilka ogólnopolskich tras tematycznych, chociażby o okupowanym Tybecie, w które angażowały się dziesiątki osób artystycznych.

Szalony Dariusza Paczkowskiego przy ulicy Smoczej w Warszawie

Największym przedsięwzięciem była akcja skierowana przeciwko GMO, czyli Genetycznie Molestowane Organizmy. Obiegła ona 28 miast, sam zrobiłem wtedy ponad 9 tysięcy kilometrów. Wzięło w niej udział 68 artystek i artystów, 16 organizacji pozarządowych i grup nieformalnych. Dodatkowo 136 osób malowało ze mną w ramach warsztatów. Tak więc wolę angażować i inspirować.

Sam również prowadzisz profil na Instagramie.

W 1997 roku powstała strona internetowa 3fala.art.pl, która jako jedna z pierwszych w kraju zajmowała się street artem. Zamieszczaliśmy na niej – oprócz twórczości naszej grupy, która działała wówczas w 17 miastach – zaangażowane prace innych osób. Zawsze traktowałem to jako przedłużenie tego, co malowaliśmy na ulicy; jako możliwość przekazania pogłębionych informacji merytorycznych na tematy poruszane w odbijanych szablonach.

To doskonała inspiracja dla ludzi i w takich kategoriach postrzegam także to, co twórcy pokazują na Insta. Sam także prowadzę tam profil. Dzięki pracy mojej dziewczyny – Magdaleny Czyżykiewicz-Janusz, która tworzy rolki z wielu akcji – docieramy z przesłaniem społecznym do zdecydowanie większej grupy osób, niż tylko za pomocą prac na ulicy.

Przestrzeń publiczna w Warszawie zawłaszczana jest przez wielkoformatowe murale reklamowe.

Coraz mniej jest miejsca na sztukę i zaangażowane społecznie prace na wielkopowierzchniowych ścianach. Te o największym potencjale są poza zasięgiem finansowym organizacji społecznych. Zresztą jestem przeciwnikiem płacenia za powierzchnię, na której mają powstać murale z przesłaniem.

Ze swoimi pracami wchodzę głębiej w tkankę miejską – w podwórka, boczne uliczki, z dala od głównych arterii komunikacyjnych. Jestem bliżej człowieka, bliżej przechodnia, bliżej lokalnej społeczności. Stąd też mniejsze formaty i ich wszędobylskość. Prace powstają na zdewastowanych ścianach. Są społecznie akceptowalne. Ich estetyka, jak i przesłanie, są zrozumiałe dla przechodniów i mieszkańców.

Portrety kobiet 3fala.art.pl w Warszawie

Z drugiej strony, dzięki współpracy z Zarządem Dróg Miejskich, zakładam otwarte galerie, w których zapraszane przeze mnie artystki i artyści tworzą murale tematyczne. Są to na przykład: Galeria Romska, Galeria Czeczeńska, Galeria Tybetańska, Galeria Witamy w domu, Galeria Ukraińska.

Spora część murali powstaje w ramach warsztatów, co uważam za kolejny sposób wkluczania ludzi do wspólnego kreowania przestrzeni publicznej. Zgłaszają się też do mnie wspólnoty mieszkańców, które wolą, by zamiast tagów, kibicowskich wulgaryzmów i symboli nienawiści, na ich bloku powstał mural. Dr hab. Piotr Zańko w książce Pedagogie oporu opisuje moje działania, określając je mianem tworzenia miejsc wspólnych.

Brałeś udział w akcji Malarze Podwórkowi – Stop Bazgrołom, której celem jest właśnie zamalowywanie niechcianych tagów i wulgarnych napisów na elewacjach bloków, garaży i śmietników. Co stanowi największy problem? Zdaje się, że najwięcej jest mowy nienawiści i haseł nawiązujących do drużyn sportowych.

Już wiele lat temu organizowałem w różnych miejscowościach akcje Malarze pokojowi. Odbywały się zawsze w Międzynarodowy Dzień Pokoju, we wrześniu. Angażowały młodzież szkolną, młodzieżowe rady miejskie, lokalne władze oraz strażaków. Były poprzedzone warsztatami o tym, jak reagować na hejt i mowę nienawiści, po czym ruszaliśmy w miasto, by wyczyścić przestrzeń publiczną. Edukacja w działaniu to świetna zabawa.

W Warszawie wsparłem Przepis na Muranów, czyli inicjatywę sąsiedzką, integrującą mieszkańców Muranowa oraz lokalne organizacje i instytucje. Licealistki i licealiści biorący udział w Malarzach Podwórkowych, uczestniczyli w warsztatach o znaczeniu symboli nienawiści i ich oddziaływaniu. Dowiedzieli się także o street arcie zaangażowanym społecznie.

Życie byłoby tragiczne, gdyby nie było zabawne

Na murach pojawia się też miejska poezja. Są napisy, które niosą ze sobą jakieś przesłanie – komentują, bawią, wzruszają, zatrzymują na chwilę w codziennej gonitwie. One też powinny być zamalowywane podczas podobnych akcji?

Temu właśnie służą warsztaty – by odróżniać wulgaryzmy i symbole nienawiści od znaku Polski Walczącej czy street artu.

Jaką funkcję pełnią szablony, które obecnie tworzysz? Zakrywają, upiększają, a może przede wszystkim upamiętniają?

Maluję moich nauczycieli rozwoju świadomości. Zestawiam ich z inspirującymi cytatami. Chcę, by prace podbijały wibracje miasta poprzez kolor, formę i treść. Sporo moich aktualnych szablonów upamiętnia, chociażby z uwagi na lokalizację, czyli teren dawnego getta. Wiele osób, szczególnie dojrzałych wiekowo, docenia to i szanuje.

Szablony Dariusza Paczkowskiego w Warszawie - Michał Klepfisz, bojowiec Żydowskiej Organizacji Bojowej pośmiertnie odznaczony krzyżem Virtuti Militari

Chciałbym przytoczyć fragment wzruszającego listu, który otrzymałem z USA od Ireny Klepfisz, córki malowanych przeze mnie bohaterów:

Kilka dni temu Paula Sawicka przesłała mi zdjęcia murali przedstawiających mojego ojca i matkę, które namalowałeś, oraz film pokazujący, jak tworzysz te obrazy. Nie potrafię wyrazić, jak bardzo jestem poruszona ich widokiem. Musisz zrozumieć, że nie mam ani jednego wspólnego zdjęcia moich rodziców.

Zdjęcie mojego ojca było tak naprawdę legitymacją szkolną… ma prawdopodobnie na nim nie więcej niż 20 lat. W moim mieszkaniu w Nowym Jorku umieściłam zdjęcie jego i mojej mamy (przykleiłam je do siebie, jedno do jednego, gdy byłam dzieckiem). Ale oni wszyscy są oddzielni. Te murale to pierwszy raz, kiedy widzę ich razem.

Wchodzimy tutaj też w temat wartościowania tego, co dzieje się w przestrzeni publicznej. Twoje prace często zakrywają to, co zdaje się bezwartościowe. Wkładasz sporo pracy w przygotowanie skomplikowanych szablonów. Z drugiej strony, nie są neutralne – tworzą nowy kontekst, nowy komunikat.

To, co i gdzie maluję, jest raczej społecznie rozumiane i akceptowalne. Podczas malowania wchodzę w dialog z przechodniami, którzy raczej są zaciekawieni i pełni podziwu. Kilka razy ktoś wezwał policję i byłem spisywany. Innym razem policjant przekonywał gospodarza budynku, że mój mural jest lepszy od bazgrołów, które były tam wcześniej.

Kiedyś kibice zniszczyli wiele ze stworzonych przeze mnie portretów. Później zaczepili podczas kolejnego malowania. Rozmawiałem z nimi kulturalnie i w szacunku, pomimo różnicy w poglądach. Dokończyliśmy mural żydowskiej pisarki i poetki, a oni go uszanowali, malując srebro Legia na bocznej ścianie.

Zniszczone portrety szablonowe, stworzone przez Dariusza Paczkowskiego na Muranowie

Ostatnio było też głośno o planowanym zamknięciu Stacji Praga – miejsca, w którym młodzi mogą się spotkać, spędzić czas, a podczas specjalnych warsztatów uczyć się rysunku i graffiti. Z Twojej perspektywy – bo sam byłeś związany z różnymi fundacjami i organizacjami – miasto wspiera tego typu inicjatywy?

Za sprawą Miss Dorys kilkukrotnie brałem udział w wydarzeniach organizowanych przez Stację Praga. Bardzo szanuję takie lokalne inicjatywy. Są kulturotwórcze, wzmacniają relacje społeczne i artystyczne. Nawet minimalne wsparcie przynosi kolosalne rezultaty. To ludzie z pasją czynią cuda w organizacjach społecznych i świetlicach środowiskowych.

Ale ludzie czasem pytają, czy gmina zleca mi malowanie, czy płaci… Tymczasem większość maluję za swoje – z własnej inicjatywy, z pasji. Gdybym czekał na wsparcie instytucji i władz, większość rzeczy nigdy by nie powstała.

Pamiętam, że jak zamieszkałem w Warszawie, przez rok czekałem na zgodę, by za swoje pomalować garaż. Teraz po prostu to robię, bez załatwiania zezwoleń, a Zakład Gospodarowania Nieruchomościami – bez pytania mnie o zdanie i bez dotacji – przyczepia tabliczki z kodem QR i chwali się w necie moimi muralami.

Malujesz tylko na ulicach?

Street art jest dla mnie życiową pasją, sposobem na nawiązywanie relacji z ludźmi i możliwością wypowiadania się na ważne dla mnie tematy. Maluję gdzie tylko się da. Na ulicach wpinam kramelki (pisownia właściwa), wklejam malowane szablonami wlepy, tworzę instalacje. Co jakiś czas mam też wystawy w galeriach, gdzie prezentowane są moje obrazy.

Kramelki rozwieszane przez Dariusza Paczkowskiego
Zdjęcie z archiwum Dariusza Paczkowskiego

Ostatnio, wspólnie z Orlando, kubańskim artystą mieszkającym w Warszawie, kleiłem szablonowe plakaty. Zachęcaliśmy w ten sposób do udziału w maratonie pisania listów Amnesty International. Nagłaśnialiśmy sprawę uwięzionego na Kubie artysty #LuisManuelOteroAlcántara. W listopadzie, też dla Amnesty International, malowaliśmy z Magdaleną mural o białoruskich więźniach politycznych.

Warto wspomnieć, że na warszawskich ulicach zachowały się jeszcze niektóre z szablonów, które odbijałeś ponad dwadzieścia lat temu. Chociażby na budynku Instytutu Głuchoniemych widoczne są szablony 3fali (Bujaj się stąd naziolu, Nacjonalizm wali na dekiel) i grupy Twożywo (Emanacje słabości). Nie myślałeś o tym, by zawalczyć o ich zabezpieczenie? To kawał historii.

Nie mam do nich większego sentymentu. Cały czas aktywnie maluję lub wycinam nowe szablony – co kilka dni, a latem to nawet każdego dnia. Zamiast grzebać w przeszłości, wolę tworzyć nowe. Tym bardziej, że sztuka ulicy z założenia jest ulotna.

To super lekcja dotycząca nietrwałości. To także doskonała lekcja braku przywiązania do owoców swej pracy. W tym roku mija już 38 lat, odkąd zacząłem malować z przesłaniem na ulicach. Ciągle jest to moją pasją, ciągle mam coś do powiedzenia. Jest tylko teraz.


Rozmowa z Dariuszem Paczkowskim – działaczem społecznym, malarzem, performerem, animatorem życia kulturalnego, założycielem 3fala.art.pl. Artywistą, który od 1987 roku tworzy zaangażowane społecznie murale i street art.