W Łodzi powstało już ponad 200 murali. Znajdziemy tu również inne formy sztuki ulicznej, instalacje artystyczne i powstające oddolnie graffiti. O tym, czy street art już na stałe wpisał się w strategię promocji miasta i czy z podobną intensywnością będą powstawać kolejne murale, opowiedział Michał Bieżyński, kurator ds. sztuki miejskiej w Łodzi.
Spacerując szlakiem łódzkich murali, w przyjemny sposób możemy spędzić kilkanaście godzin, a może raczej kilka dni. Wiele z moich wycieczek do Łodzi odbyło się właśnie pod pretekstem zobaczenia kolejnych dzieł sztuki ulicznej. Przy okazji odkrywałem dzielnice, zabytki, poprzemysłową zabudowę, wyjątkowe kamienice. Czy tego typu forma zwiedzania miasta cieszy się coraz to większą popularnością?
W ciągu ostatnich 15 lat sztuka w przestrzeni miejskiej Łodzi zyskała ogromną sławę, a hasło łódzkie murale było odmieniane przez wszystkie przypadki w kilkunastu językach, w setkach artykułów na całym świecie. Malarstwo wielkoformatowe stało się naszą oficjalną wizytówką. Murale, a od niedawna też inne formy sztuki, jak płaskorzeźby, neony i mozaiki, rzeźby oraz instalacje artystyczne, weszły na stałe do repertuaru łódzkich przewodników.

Turyści opowiadali mi o taksówkarzach, którzy proponowali podjechanie pod dany mural. Mieszkańcy często wspominali o swoich bliskich z różnych stron Polski, których zapraszali do Łodzi, by pokazać im public art. Wydaje mi się jednak, że ludzie kojarzą fenomen istnienia tak dużej liczby prac, a nie zawsze zdają sobie sprawę z wyjątkowości artystycznej kolekcji, którą udało zgromadzić się w Łodzi.
Wiem, że też sam miałeś okazję oprowadzać turystów.
Pamiętam chociażby parę 68-latków ze Stanów Zjednoczonych, którzy z kilkumilionowym zyskiem sprzedali dom na terenie Doliny Krzemowej i udali się w wyprawę dookoła świata. Zwiedzanie łódzkich murali było drugim punktem w ich planie podróży. Pamiętam pana, który dla łódzkich murali przyleciał z Los Angeles. Mogę śmiało powiedzieć, że zwiedzanie artystycznej mapy naszego miasta stało się obowiązkowym punktem łódzkiej turystyki.
Czy możemy więc mówić o świadomej strategii na promocję miasta?
Wykorzystanie pustych elewacji w centrum miasta było naturalnym krokiem do budowania złożonej galerii sztuki miejskiej, która powinna składać się z dzieł jak najbardziej różnorodnych formalnie oraz treściowo. Od kilku lat jestem mocniej skupiony na obiektach przestrzennych. Do ich tworzenia wykorzystywane są różne materiały i technologie, by spacerowicze mogli doświadczać bogactwa form. Łódzkie ulice zyskały dzieła wykonane z metalu, ceramiki, szkła barwionego, tkanin, drewna, żywicy, kwiatów, pianki poliuretanowej, trawy syntetycznej, a nawet z elektrośmieci.

Część osób może sobie z tego nie zdawać sprawy, ale jeśli chodzi o malarstwo wielkoformatowe, udało nam się zaprosić światową czołówkę, absolutną elitę artystów, których prace – zrealizowane w Łodzi – zostały uwzględnione w najważniejszych wydawnictwach przedstawiających sztukę miejską.
O naszych muralach pisały media na całym świecie. W 2013 roku amerykańska stacja CNN wyemitowała materiał poświęcony malarstwu wielkoformatowemu w Łodzi. Portal The Huffington Post przyznał miastu tytuł The artsiest city, a magazyn artystyczny Bored Panda umieścił Łódź na drugim miejscu w rankingu miast z najciekawszą sztuką uliczną.
Łódź zdobi już ponad 200 wielkoformatowych murali. Jeden z nich, stworzony przy Piotrkowskiej przez grupę Design Futura, w 2001 roku trafił nawet do księgi rekordów Guinnessa jako największe graffiti na świecie.
Od tego czasu zyskaliśmy już kilka większych prac, w tym mural nawiązujący do postaci Wiedźmina. Dla mnie, jako kuratora oraz organizatora części tych działań, liczba realizacji miejskich oraz ich wielkość nigdy nie były istotnym wyznacznikiem. Nie chodzi o to, by rywalizować w tej kategorii z jakimkolwiek innym miastem na świecie. Najważniejsza jest jakość artystyczna tych prac.

W naszym regionie Łódź może śmiało konkurować z Berlinem – pod względem intensywności street artu w mieście, jak i jego wartości artystycznej.
Berlin to osobna kategoria. Tam wszechobecny jest street art, działania artystyczne wykonywane oddolnie przez twórców, zwłaszcza mniejsze formy, często tworzone w nielegalny sposób. Spacerując ulicami Berlina, możemy zauważyć, że cała ikonosfera, nawet do 2-3 metrów wysokości, dość szczelnie wypełniona jest graffiti, wlepkami, szablonami, paste-upami. W Łodzi mówimy przede wszystkim o malarstwie wielkoformatowym, tworzonym oficjalnie przez wybranych artystów, przy współudziale finansowym miasta.
Czy mieszkańcy mają wpływ na to, co powstaje w ich najbliższej okolicy?
Te prace nie powstają na zlecenie. Zapraszamy do współpracy wybranych artystów, a tym, co najbardziej wartościowego możemy od nich otrzymać, są ich autorskie projekty. Większość realizacji znajduje się przy głównych ciągach komunikacyjnych. Próba uczciwych konsultacji z mieszkańcami musiałaby więc zataczać niezwykle szerokie kręgi, co praktycznie jest nie do zrobienia. Bo też kto miałby się wypowiedzieć? Mieszkańcy budynku? Ludzie, którzy zobaczą pracę z okien swoich mieszkań? Stali użytkownicy przestrzeni publicznej? A może ludzie, którzy tam spacerują z psem lub chodzą na zakupy?
W wielu miastach pojawia się coraz więcej murali reklamowych, które mają jedynie komercyjny charakter i na krótko wpisują się w przestrzeń miejską – po kilku tygodniach w ich miejscu pojawia się realizacja kolejnego reklamodawcy. Jednak w Łodzi tego problemu nie widać. Murale powstają w sposób przemyślany, a większość z nich wyróżnia się oryginalnym charakterem.
Kiedy rozpoczynaliśmy ten projekt w 2009 roku, malarstwo wielkoformatowe nie było jeszcze tak wszechobecne jak dziś. Moim celem jako kuratora nigdy nie było stworzenie jak największej liczby murali. Niemniej jednak projekt stał się popularny i w naszym mieście zaczęły powstawać liczne prace, tworzone przez kolejne podmioty – instytucje, organizacje, firmy oraz prywatnych artystów. Ja biorę pełną merytoryczno-artystyczną odpowiedzialność za ponad 50 wieloformatowych malowideł w Łodzi.
Działamy w przestrzeni miejskiej, także do każdej realizacji niezbędne są zgody od odpowiednich organów, które odpowiadają za estetykę tejże przestrzeni. Obecnie jest to przede wszystkim Biuro Architekta Miasta oraz Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków.

Ale Łódź znana jest nie tylko z samych murali. Na ulicach możemy trafić na napisy na murach. Te na Bałutach tworzy Kacper Zaorski-Sikora, znany szerzej jako Bałuty Pany i Panie. Z kolei napisy tworzone przez Janusza III Wazę wielokrotnie stawały się internetowymi wiralami, a w 2019 roku zainspirowały do stworzenia jednej z odsłon kampanii lotniska w Łodzi.
Swego czasu śmiałem się, że staramy się zapraszać wybranych specjalnie artystów, światową czołówkę, a i tak mielibyśmy większy fame, gdybyśmy zaprosili do współpracy Janusza i przeskalowali jedno z jego haseł na większą ścianę. W pewnym momencie jego działania były hiperpopularne, a media społecznościowe były nimi wypełnione po brzegi. Pamiętam, jak pewnego dnia włączyłem wiadomości główne, na Polsacie chyba, a tam profesor Bralczyk, drapiąc się po brodzie, analizował językowy i socjologiczny aspekt januszowych napisów. Wiedząc, jak te hasła powstawały, było to dla mnie niezwykle zabawne zestawienie.
Ale jako osobie wychowanej na graffiti – i również w kontekście tego, co wcześniej mówiłem o Berlinie – w Łodzi bardzo brakuje mi tego typu oddolnych działań twórczych na ulicach.
A co z cyklicznymi wydarzeniami? W Łodzi było kiedyś głośno o Urban Forms Festival. W Gdyni organizowane jest Biennale Dizajnu i Sztuki Miejskiej Traffic Design, a we Wrocławiu Kinomural – wydarzenie łączące kino, street art oraz sztuki audiowizualne.
Zaczynaliśmy od murali sygnowanych szyldem fundacji Urban Forms, w której przez 6 pierwszych lat miałem zaszczyt pełnić funkcję dyrektora artystycznego. W 2015 roku nasze drogi się rozeszły, a ja od tamtego czasu kieruję działaniami związanymi ze sztuką miejską, organizowanymi przez Łódzkie Centrum Wydarzeń. Zamiast jednego festiwalu, odbywającego się w konkretnym terminie, całość funkcjonuje bardziej jako program, którego celem jest tworzenie nowoczesnych obiektów artystycznych, wpisujących się na stałe lub czasowo się w krajobraz miasta.

Do najbardziej znanych realizacji należą: Cisza – płaskorzeźba z 1300 stalowych prętów przy Wólczańskiej 13, kwiecista instalacja Nostalgia na przystanku tramwajowym przy placu Dąbrowskiego, neon Każdy chce jakoś nie żyć inspirowany twórczością Doroty Masłowskiej, mozaika ceramiczna State of Mind na ścianie przy Zachodniej 93, Ciężar niewłaściwy – rzeźba na terenie dworca Łódź Fabryczna.
Najnowszym obiektem jest płaskorzeźba towarto od Łukasza Zbieranowskiego, stworzona w ramach projektu Ulice Slów. Na dniach zaczynamy pracę nad kolejną mozaiką ceramiczną, tym razem autorstwa Oteckiego. Kolejne projekty są w przygotowaniu. Będziemy o nich informować chociażby na instagramowym koncie The best street art in Lodz.
Rozmowa z Michałem Bieżyńskim – historykiem sztuki; dyrektorem artystycznym międzynarodowych projektów miejskich Galeria Urban Forms (2009-2014), Uniqa Art Łódź (2016-2017), a od 2015 roku kuratorem ds. sztuki w przestrzeni miejskiej z ramienia Łódzkiego Centrum Wydarzeń.