Notatki fotograficzne

blog / michał wojtas

Zdjęcia, które robię podczas spacerów i podróży, są moimi osobistymi notatkami. To właśnie za ich pomocą dokumentuję alternatywne oblicze miast – od ukrytych podwórek po street art i napisy na murach.

michał wojtas notatki fotograficzne
Grupa Upiększania Miasta – walka z graffiti i nielegalnymi reklamami

Miasta są dla wszystkich i nie możemy pozwolić, by jedna grupa ludzi narzucała reszcie swoje poczucie estetyki. Potrzebne są zarówno całkowicie czyste i zadbane dzielnice, jak i miejsca szalone, przepełnione street artem oraz kreatywnością – myśl ta jest bliska Mateuszowi, założycielowi Grupy Upiększania Miasta (GUMa), który od kilku miesięcy walczy o lepszy wygląd polskich ulic.


Kiedy narodził się pomysł na założenie Grupy Upiększania Miasta?

Sama inicjatywa narodziła się kilka miesięcy temu, ale wszystko zaczęło się już znacznie wcześniej, bo z wykształcenia jestem architektem. Od zawsze interesował mnie wizerunek oraz sposób funkcjonowania miast. Kocham podróżować, poznawać nowe miejsca oraz czuć, jak mieszkańcy swoimi działaniami sprawiają, że są one pełne życia i radości.

Przez parę ostatnich lat mieszkałem za granicą, gdzie obserwowałem, jak budowane są tam lokalne społeczności, jak sprawia się, by ludzie czuli się bardziej zżyci z okolicą, oraz jak każdego dnia można dbać o swoje otoczenie. Jednocześnie bardzo bolał mnie fakt, że pomimo dynamicznego rozwoju i setek remontów nasze miasta, a w szczególności mój rodzimy Wrocław, dalej zmagają się z wieloma aktami wandalizmu i niszczenia cudzej pracy.

I to było ostatecznym impulsem do działania?

Zacząłem się zastanawiać, z czego to wynika – czy powodem jest to, że mamy w społeczeństwie aż tylu wandali, czy może to, jak wiele osób pozostaje obojętnych na to, co dzieje się w ich najbliższym otoczeniu. Momentem kulminacyjnym była sytuacja, gdy piękne, świeżo wyremontowane historyczne kamienice we Wrocławiu (w zaniedbanej dzielnicy, gdzie przez lata się wychowywałem), były momentalnie pokrywane bezsensownymi bazgrołami.

Stwierdziłem, że muszę wrócić i wykorzystać swoją wiedzę oraz doświadczenie, by zmienić mentalność ludzi. Chcę uświadamiać im, że miasta to nasz wspólny dom i to, jak wyglądają oraz co się w nich dzieje, bezpośrednio wpływa na nasze samopoczucie i jaką społeczność tworzymy.

Grupa Upiększania Miasta walczy z nielegalnym graffiti
Zdjęcie z archiwum Grupy Upiększania Miasta

Graffiti i napisy na murach nie są czymś nowym. Ulice od lat były naznaczane nielegalną aktywnością człowieka – tą mniej i bardziej kreatywną; za którą kryje się treść i pewna estetyka oraz tą, która może być definiowana jako bazgroły.

Uważam też, że zapomnieliśmy, że każdy budynek to czyjaś własność. Dla wielu osób wydaje się wręcz niewyobrażalne, by przebić komuś opony w samochodzie, porysować go czy pomalować sprejem – to definiujemy jako czysty wandalizm. Jednak gdy ktoś robi to samo na budynku, mało kto jest już tak bezwzględny i nikomu nie chce się szukać winowajców.

Sam, oprócz usuwania bazgrołów, pytam zarządców i właścicieli, czy nie chcieliby udostępnić muru albo jakiejś nudnej ściany pod ciekawy mural (większość z nich jest na to bardzo otwarta). Jeśli ktoś chce tworzyć w mieście, to może po prostu powinien poszukać właściciela, który chętnie zgodzi się na taką inicjatywę?

Jest jednak część osób, dla których kluczowy jest sam akt niszczenia czyjejś własności – poprzez wypisywanie wulgaryzmów czy dewastowanie zabytków i miejsc pamięci. Na to nie powinno być żadnego przyzwolenia. Powinniśmy natychmiast usuwać skutki takich aktów oraz pociągać sprawców do odpowiedzialności.

Często ta granica między sztuką a wandalizmem jest bardzo płynna. Zdarza się, że na murach pojawia się genialny, choć nielegalny szablon, zaangażowany politycznie plakat czy wlepka.

Wszystko trzeba robić z wyczuciem i prawdziwy artysta, nawet jeśli robi coś bez zgody, to wyczucie posiada. Bardzo często widzę tego typu realizacje, które wytrącają mnie z codziennej rutyny i sprawiają, że nie mogę przejść obok nich obojętnie. Na pewno nie zaliczyłbym do wandalizmu każdego street artu czy graffiti. Uważam, że jest to rodzaj miejskiej sztuki.

Nie zapominajmy, że są miejsca, w których jest większe przyzwolenie na tworzenie graffiti i wszelkiego rodzaju street artu. Są to często przestrzenie o charakterze imprezowym, miejsca opuszczone, zapomniane czy jakieś ruiny. Uważam, że w takich przypadkach nie budzi to kontrowersji, a nawet w oczach większości dodaje tym miejscom uroku i wprowadza nieco życia.

Jednak w sytuacji, gdy mamy budynek, w który mieszkańcy inwestują i o który dbają, nawet street art najlepszego artysty na świecie wykonany bez ich zgody ma prawo zostać usunięty – i mieszkańcy nie powinni być za to stygmatyzowani. Pamiętajmy też, że taki artysta zdaje sobie sprawę, że jest to ulotny rodzaj sztuki, który w każdym momencie może zniknąć.

Zwróciłeś uwagę na gołe baby tworzone przez Żbika. Jest ich trochę we Wrocławiu.

To, co najbardziej doceniam w street arcie, to – może oczywiste – ale kreatywność. Twórczość Żbika jest po prostu czymś nowym, świeżym, wyróżniającym się – zarówno pod względem tematyki, jak i sposobu wykonania. Trudno byłoby mi nazwać kogoś artystą, jeśli od dziesięciu lat wykonuje jeden i ten sam tag na setkach budynków.

Gołe baby tworzone przez Żbika we Wrocławiu

Czy lokalne społeczności są zainteresowane realną zmianą swojej najbliższej okolicy? Gdy ktoś widzi, że sprzątasz miasto, chce do Ciebie dołączyć?

Przez lata wmawiano nam, że przestrzeń publiczna jest niczyja, wszystkiego się zakazuje i nie wspiera się lokalnych inicjatyw. Przez to osoby, które chciały działać, przestały, a inne zaczęły robić to nielegalnie. Przez publikowanie krótkich filmików czy organizowanie wspólnych akcji, próbuję ludzi ośmielać i zachęcać do takich działań. Mam wrażenie, że samo to, że coś robię, już wpływa na przechodniów i zmienia ich podejście.

To piękne, jeśli ktoś chce dać coś od siebie miastu. Powinno być jak najwięcej stref legalnego graffiti, roślin w donicach na ulicach oraz małych społeczności sąsiedzkich, które każdego dnia upiększają przestrzeń. I to właśnie staram się w ludziach budować – chęć do działania, ale też poczucie, że ta przestrzeń jest nasza i jako społeczność mamy prawo decydować, by była czysta, kreatywna i zazieleniona.

Miasta próbują walczyć z nielegalnym graffiti poprzez wyznaczanie wspomnianych stref free graffiti, w których można malować legalnie. Przyciągają one jednak osoby, które mają talent lub chcą się w spokoju podszkolić. Takie raczej nie pokrywają ścian tagami i kibolskimi tekstami.

Takie akty wandalizmu powinny być przede wszystkim społecznie nieakceptowalne. Mimo to wśród nas wciąż jest wiele osób, które uważają, że pomazane Śródmieście Warszawy ma swój klimat albo że Berlin jest wyjątkowy przez wszechobecne graffiti na budynkach. Takie miejsca w miastach jak najbardziej powinny istnieć, ale nie można robić niczego wbrew mieszkańcom. Dlatego trzeba znaleźć konsensus – wybrane przestrzenie zachowujemy w stanie idealnym, a w innych przyzwalamy na twórczość.

Kamery często pojawiają się jako rozwiązanie, ale moim zdaniem to nic nie da. Jaki to problem założyć maskę, spakować ubranie na zmianę do plecaka i przebrać się w parku? Kary powinny być surowsze, ale i tak głównym problemem będzie złapanie takich osób. Najlepszym sposobem jest po prostu stosowanie powłok antygraffiti i usuwanie bazgrołów tego samego dnia. Każdy dzień zwłoki to większa satysfakcja dla osoby, która dokonała takiego aktu wandalizmu.

Grupa Upiększania Miasta walczy z nielegalnymi reklamami
Zdjęcie z archiwum Grupy Upiększania Miasta

Problem stanowią również śmieci, wszechobecne plakaty reklamowe i nielegalne ogłoszenia, którymi oklejone są słupy i wiaty przystankowe.

To się wszystko łączy i jest wynikiem tego, że nie traktujemy przestrzeni wspólnej jako naszej – oddajemy ją wandalom, śmieciarzom, nadgorliwym przedsiębiorcom, wielkim korporacjom reklamowym. Trzeba pamiętać, że miasta i ulice to nasz dom. To tu spędzamy większość życia, na ulicach spotykamy się ze znajomymi czy korzystamy z nich, by zwiedzać.

Żaden budynek ani lampa nie powinny być domyślnie przestrzenią reklamową – takie miejsca możemy ewentualnie wyznaczyć. Porównuję to do wyskakujących okienek w przeglądarkach. Jeśli na to pozwolimy, tak samo będzie wyglądać nasze codzienne życie. Każdego kolejnego dnia nowa reklama czy ogłoszenie pojawi się na naszej drodze do szkoły lub pracy, powoli zasłaniając nasze miasta, ich prawdziwy wygląd i to, za co je kochamy.

Przed przystąpieniem do prac rozmawiasz z przedstawicielami spółdzielni lub zarządcami budynków?

Przy większych interwencjach albo tych, które mogą jakoś ingerować w wygląd budynku, zawsze staram się uzyskać zgodę. Jest to niestety bardzo żmudny i powolny proces, bo w większości przypadków nie jestem brany na poważnie. Rozumiem to – trudno zaufać komuś, kto dzwoni i mówi, że chce im wyczyścić budynek za darmo.

Wiele spółdzielni czy zarządców po prostu się poddało. Nie chcą inwestować dodatkowych funduszy, bo myślą, że da to tylko chwilowy efekt. Dlatego oprócz moich małych działań lokalnych postanowiłem, że chcę zainspirować jak najwięcej osób, by nie przechodziły obok tego obojętnie. Będę się też starał wdrażać na polski rynek rozwiązania, które odciążą zarządców z dużych kosztów, a jednocześnie sprawią, że budynki będą wyglądały na idealnie zadbane.

Don Kichot patronem osób walczących z plagą nielegalnego graffiti

Pochodzisz z Wrocławia. Tam też narodziła się Grupa Upiększania Miasta. Czy ludzie z innych regionów są chętni do podobnych działań? Dopytują, jak zacząć?

Wiele osób potrzebowało takiego impulsu do działania. Stworzyłem na Facebooku lokalne grupy, by umożliwić tym ludziom poznawanie się. W niektórych miastach utworzyły się już sprawnie działające społeczności, chociażby w Szczecinie dzięki takiej grupie narodziło się stowarzyszenie SIEMa, które działa według idei zapoczątkowanych przez GUMę.

Mam nadzieję, że zaangażowanie społeczne będzie tylko rosło i że wspólnie będziemy upiększać przestrzeń – czy to przez usuwanie nielegalnych ogłoszeń i bazgrołów, tworzenie wartościowego street artu, dbanie o zieleń, czy też projektowanie ciekawych, miejskich instalacji.

Chciałbym tworzyć przestrzeń dla wszystkich, którzy chcą coś zmienić i wyjść poza podziały społeczne. Marzy mi się społeczność mieszkańców, którzy mają okazję się poznawać, wspólnie działać i realizować inicjatywy dla naszego miasta – które nie mają barw partyjnych, lecz są po prostu lokalne i służą wszystkim.